Translate

poniedziałek, 22 lipca 2019

Wyprawa piętnasta do Czarnobyla - październik 2018 - Dzień V

Piąty dzień wyprawy. Jak zwykle poranne czynności, potem przejazd do Prypeci. Kultowe miejsca w Prypeci to basen Lazurowy i obok niego szkoła nr 3.













Wielokrotnie pokazywałem też mały basen, który jest na lewo od wejścia.





Dobrze znana stołówka szkolna z rozrzuconymi maskami przeciwgazowymi.





Szkoła ma ciekawy układ, można chodzić po niej w kółko i nie znaleźć miejsc, które chciałoby się zobaczyć. Po raz kolejny udało mi się. Aula i mała sala gimnastyczna.









Pokój nauczycielski i duża sala gimnastyczna.









Niezwykle interesujące zjawisko. Rośliny przechodzą przez ściany, pną się do góry. Ciekawe, ile jeszcze potrwa agonia tego miasta?



Na dach szkoły wejść można z kilku miejsc.  Wejście jest proste, łatwe, niesprawiające kłopotów jak na przykład wejście na dach Fujiyamy bis.












Ze szkoły poszliśmy do Parku Miejskiego.










Sala agitacyjna przy teatrze w budynku Pałacu Kultury "Energetyk".




Ja i mój brat na Placu Centralnym w Prypeci. Nie pamiętam, kto zrobił to zdjęcie. Przypisałem sobie jego autorstwo mechanicznie, bo takie mam ustawienie w Lightroomie.





To nie jest prawdziwy karabin maszynowy, tylko atrapa. Ale robi wrażenie




Wiele razy pokazywałem ISU-152 .








Kolejnym punktem zwiedzania były dźwigi portowe w Prypeci. Również wielokrotnie je pokazywałem.










Arka jest na swoim miejscu.







Udało nam się dojechać na drugą stronę jeziora Czarnobylskiego, a w zasadzie czegoś, co po nim zostało.


Tak to jezioro wyglądało w 2013 roku w październiku.









Obiad na stołówce. Pisałem już wielokrotnie o tej stołówce, ale trzeba powiedzieć, że karmią nieźle, chociaż wiele osób skarży się na to jedzenie.


A to fantastyczne spotkanie. Ja i Александр Сирота.


Mój brat ma psa. Dlatego dzieli się jedzeniem z psami Czarnobyla, których los jest przesądzony, a życie ciężkie.



Po obiedzie poszliśmy na blok V.


Blok V zawsze budził emocje. Przytłaczał swym ogromem i pokazywał, ile pracy w niego włożono, choć do ukończenia jeszcze wiele pozostało.









Śmiałkowie weszli na dach. Ja nie podjąłem się tego wyzwania.







Wiele niespodzianek podczas tej wyprawy było już za nami. Kolejna była niesamowita, przeszliśmy przez halę turbin. Cały ten kompleks podobno został sprzedany i właściciel nie życzy sobie, żeby ktoś się tam kręcił. Jednak nam i nie tylko nam udało się tamtędy przejść.














Nie mogłem sobie odmówić takiego zdjęcia.







Zakręt widokowy to miejsce, z którego widać całą elektrownię.





Chłodnie kominowe, kiedyś niedostępne, teraz stały się stałym punktem odwiedzin.






W chłodniach kominowych trzeba bardzo uważać na kałuże, można wtedy "pobrudzić" buty, a bramka to wykaże. Zdarzało się.

Kolejny raz zapraszam do laboratorium i fermy hodowlanej.










Za fermą droga prowadzi na mierzeję. Właściwie  na to, co po niej zostało.












Po zwiedzeniu tego punktu programu pozostało nam już niewiele czasu, bo tego dnia wracaliśmy do Kijowa. Zatrzymaliśmy się w wiosce Kopacze, a potem w Czarnobylu przy pomniku strażaków, którzy zginęli podczas awarii na CZAES.







Wszystko, co się zaczyna, musi się skończyć. Pożegnaliśmy strefę. Koniec wyprawy zawsze jest smutny, bo oto już koniec. 
W tej chwili jestem już po 16 wyprawie do Czarnobyla, którą odbyłem niedawno, bo w czerwcu 2019 roku. Niedługo postaram się ją opisać.
Wracając do października 2018 roku, to po przyjeździe do Kijowa zrobiliśmy zakupy. Poszliśmy do wynajętego mieszkania. Wieczór pożegnalny skończyliśmy późno, około drugiej w nocy. Pociąg mieliśmy o szóstej, więc czasu na sen było mało. Pożegnaliśmy się z Tomkiem i Michałem i poszliśmy na dworzec. Pociąg przyjechał, wsiedliśmy i dotarliśmy z przeszkodami do Przemyśla z chyba godzinnym spóźnieniem. Wszystko przez odprawę celną. Nasz pociąg do Warszawy odjechał. To spowodowało, że do Warszawy dotarliśmy bardzo późno, bo przed 23.Ostatni autobus do Białegostoku odjeżdżał spod Pałacu Kultury o 23 właśnie. Na szczęście zdążyliśmy i około 2 nad ranem byliśmy w Białymstoku. I to był koniec październikowej wyprawy do Czarnobyla.