Translate

niedziela, 25 października 2015

Wyprawa jedenasta do Czarnobyla - kwiecień 2015 - Dzień 3.

Dzień trzeci i ostatni - piątek 24 kwietnia 2015 roku. Rozpoczęliśmy go jak zwykle czynnościami, które opisałem poprzednio. 

Siedząc w kolejce, jak widać jeszcze pustej, zastanawialiśmy się, co przyniesie nam nowy dzień. Co zobaczymy, jakie będą wrażenia? 




Zdjęcia robione przez brudne szyby kolejki też mają swój urok. Strefa jest bardzo piękna. Chciałoby się zapuścić w te bagna. 

Pierwszym punktem trzeciego dnia wyprawy był Placyk Widokowy przy sarkofagu bloku 4. Zamieszczam trochę moich wizji na temat wyglądu tego miejsca.





Ogromne wrażenie wzbudza budowa nowego sarkofagu, czyli Arki albo, jak mówią Ukraińcy, Arkady.



 



Praca, do której pracownicy dowożeni są dźwigiem, jest bardzo trudna i męcząca. Nie zazdroszczę tym ludziom. To ciężka i bardzo niebezpieczna praca. Pewnie dobrze płatna, ale mimo wszystko nie chciałbym tam pracować.






Powiem kilka słów o naszej grupie. Wśród nas była ekipa z Polsatu, która kręciła film o strefie i Prypeci. Pokażę ich za chwilę. Tutaj natomiast zaszczycił nas swoją obecnością Waldemar Siwiński - Prezes Zarządu Fundacji Edukacyjnej Perspektywy. Jego obecność w strefie podyktowana była wykładem na X Międzynarodowym Ekologicznym Forum Młodzieży, który organizował Siergiej Akulinin i obchodami 29 rocznicy awarii w Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej. Obchody rocznicy miały się odbyć w nocy z 25 na 26 kwietnia, a Forum 24 - 25 kwietnia w Sławutyczu. 

Bardzo istotnym punktem każdej wyprawy jest prezentacja Pani Юлии Mарусич na temat awarii w Czarnobylu, jak również o likwidacji skutków tejże awarii i oczywiście  budowy nowej Arki. Pani Julia jest niezwykle sympatyczna i bardzo ciekawie opowiada w języku angielskim. 

Zdjęcie zrobił nam Seba Marciak, ale mam w Lightroomie ustawiony podpis i, szczerze mówiąc, dopiero teraz to zauważyłem.  













Zawsze robię zdjęcia w tym miejscu. Zmiany w czasie są tu minimalne. Punkt informacyjny to ważne miejsce dla Elektrowni. Dla każdego uczestnika wyprawy również. Po wysłuchaniu prezentacji wygłoszonej przez Panią Julię zawsze są pytania i duże zainteresowanie. W czasie, kiedy my słuchaliśmy prezentacji, Marek Rabiński i grupa z Polsatu mieli możliwość wejścia na teren budowy Arki. Nikt więcej nie uzyskał pozwolenia. Marek pokazał później wspaniałe zdjęcia z tego miejsca. 

Oficjalna strona Elektrowni Atomowej w Czarnobylu jest źródłem najnowszych informacji o o tym miejscu.

Kolejnym punktem dnia była wizyta w Elektrowni - w sterowni bloku 2. To nie jest taka sobie zwykła wizyta w elektrowni atomowej. Pomimo że Elektrownia w Czarnobylu nie pracuje już od dawna, wejście na jej teren jest przywilejem i trzeba się mocno starać, żeby to zrobić. Strefazero.org ma w swoim programie wizytę w elektrowni. Sam proces wejścia na jej teren  jest skomplikowany i wiąże się z przechodzeniem prze kolejne bramki. 

Po przejściu pierwszych bramek idziemy korytarzem wzdłuż elektrowni. Szyby są brudne, ale robimy zdjęcia.


Potem wchodzi się do pomieszczeń, w których należy założyć odzież ochronną w postaci białego fartucha, czepka na głowę i ochraniaczy na buty. Należy też podpisać się na liście wchodzących. Wcześniej dawano dozymetr, ale zaniechano tego procederu.



Nie odmówiłem sobie przyjemności zrobienia selfie w tych przebraniach. Za mną Wojciech Dziedzic i Grzegorz Wielądek. Po przebraniu wychodzimy na "Złoty Korytarz", który doprowadzi nas do sterowni bloku 2.






 A oto już i sama sterownia, a w niej przejrzysty schemat reaktora RBMK 1000.







Sterowania budzi naprawdę ogromne zainteresowanie. Każdy chce zrobić jak najwięcej zdjęć  bo po to, miedzy innymi, tu przyszliśmy.



Waldemar Siwiński, Siergiej Akulinin i Marek Rabiński. Mam ogromne szczęście, że mogę znać takich wspaniałych ludzi.






video




Nie odmówiłem sobie, aby "udzielić wskazówek i pouczeń na miejscu".








Potem inni za moim przykładem sterowali blokiem 2 Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej.






Tutaj na zdjęciu powyżej, obok Siergieja Akulinina Olaf Popkiewicz i poniżej po lewej Radosław Biczak z programu Polsat Play - Poszukiwacze Historii


 

Waldemar Siwiński prezentuje tabliczkę z napisem, który w wolnym tłumaczeniu brzmi - oprzyrządowanie wyprowadzono z eksploatacji.

 
Seba Marciak na tle tablic sterujących.


Pisałem już o swoich wrażeniach dotyczących elektrowni.  To jedno wielkie kłębowisko rur. Ciągną się one kilometrami wzdłuż korytarzy. Jak widać, nie dbano bezpieczeństwo czy komfort pracy. Estetyka pozostawia wiele do życzenia.



Waldemar Siwiński przy tablicy upamiętniającej Walerego Ilicza Chodimczuka (Валерий Илич Ходимчук). W chwili awarii Walery Chodimczuk obsługiwał pompy. Jego ciała nigdy nie znaleziono.



Tuż za ścianą po prawej jest już czwarty blok. Promieniowanie w tym miejscu, przy podłodze jest dość wysokie. Mój dozymetr w powietrzu pokazał 11,01 uSv/h, przy podłodze było około 45 uSv/h i rosło. Dużo. 





Za tymi drzwiami jest rektor 3. Tak blisko, tuż za ścianą. Niesamowite, że jesteśmy tak blisko reaktora. Chociaż przechodziłem tędy już wielokrotnie, to za każdym razem są te same emocje.


Mówiłem o bezpieczeństwie i estetyce. Kto wymyślił takie cudo?




Znowu przebieranie. Ciasno. Potem okazało się, że ilość czepków się nie zgadzała. Wydano więcej, a oddano mniej. Paweł musiał zamawiać szycie takich czepków. Stan musi się zgadzać. Nie należy zabierać na pamiątkę tych, jakże twarzowych, nakryć głowy.



Kolejny wykład na temat awarii w ЧАЕС przy makiecie Elektrowni Atomowej w Czarnobylu.

Następny punkt programu to dźwigi portowe Prypeci. Prawdę mówiąc, ten punkt realizowany jest wyłącznie dla nas, dla uczestników wyprawy strefazero.org.

Dojazd do dźwigów portowych jest już też atrakcją samą w sobie. Wiem, że ciągle powtarzam się, mówiąc, że strefa jest piękna, ale ona po prostu jest piękna.








W oddali cel naszej podróży. Już blisko. Dźwigi portowe. Dotychczas miejsce niedostępne. Bracia Hoffmanowie nakręcili film, jak przedzierali się przez zarośla z Prypeci do tego miejsca. Film robi wrażenie. Można go znaleźć tutaj.



















Trochę poprawiłem rzeczywistość moim ulubionym programem Machinery. Tak jest lepiej. Przynajmniej tak mi się wydaje.





Przy dźwigach spędziliśmy jedynie kilkanaście minut. Tyle, ile trzeba. Potem pojechaliśmy do Prypeci




Podzieleni na grupy udaliśmy się w swoją stronę. Nasza grupa poszła w kierunku portu oraz debarkadera. Po drodze minęliśmy Wesołe Miasteczko w Parku Miejskim.












Mostki w Parku Miejskim bardzo trudno znaleźć. Na wiosnę widać je dokładnie. Latem i jesienią dużo trudniej.




Przechodziliśmy przez zarośla, żeby ominąć ulice. Tuż obok Szkoły Muzycznej musieliśmy jednak wyjść na ulicę Kurczatowa.




Po przekroczeniu ulicy Nabrzeżnej dotarliśmy przez zarośla do zabudowań portu w Prypeci








Obok kawiarni "Prypeć" zeszliśmy schodami na przystań, skąd widoczny był kolejny cel naszej podróży - Debarkader.



Zaskoczeniem było powolne wyłanianie się pomostu, który wiele lat przebywał pod wodą. Jeszcze wtedy nie myśleliśmy, że to może być zapowiedź letniej suszy. 




Tuż obok budynku kawiarni "Prypeć" ukryta w zaroślach dziwna rzeźba. Udało mi się przy pomocy mojego ulubionego programu, o którym wspominałem już wcześniej, uzyskać taki efekt. 


Przedzierając się przez zarośla, dotarliśmy do Debarkadera. Służył on jako pomost do przemieszczania ludzi na statki, które pływały po jeziorze























Idąc od Debarkadera, mijaliśmy po drodze budynki szpitalne. Ten budynek po prawej to zapewne oddział położniczy.






Dotarliśmy do budynku prosektorium, który na Wikimapii ktoś oznaczył jako kostnica.













Przechodząc obok sklepu "Bieriozka", dotarliśmy do Kompleksu Sportowego "Budowlaniec".



 






Przekroczyliśmy ulicę Przyjaźni Narodów i znaleźliśmy się w pobliżu szkoły numer 1. Poprzez zarośla wyszliśmy dokładnie na zawał numer 2.







Stąd już kawałeczek do ulicy Kurczatowa i kolejnego, nowego celu dzisiejszego zwiedzania miasta - Hotelu "Polesie"


Po drodze minęliśmy Urząd Miasta i weszliśmy na taras widokowy hotelu.






Widok z tarasu pokazywałem już wielokrotnie, ale zawsze można znaleźć coś ciekawego. Oto Plac Centralny Prypeci. Oczywiście, użyłem mojego ulubionego Machinery.











Tym, co najbardziej niepokoi, jest olbrzymia ilość wycieczek. Nie można spokojnie przejść po mieście. Trzeba ciągle mieć się na baczności, czy na kogoś nie wdepniemy. Dlaczego jest to niebezpieczne? No cóż, wyprawy do Prypeci organizują różne firmy, które starają się pozyskać klientów. Konkurują między sobą, nierzadko donoszą jedni na drugich. Wiąże się to z tymi wszystkimi zasadami i prawami, które ustala Dyrekcja Strefy. Otóż są okresy, kiedy czegoś nie wolno. Na przykład nie wolno wchodzić do budynków. Ale przecież nietrudno się domyślić, że ktoś kto wydał tyle pieniędzy, nie będzie przestrzegał tego prawa, bo przecież po to przyjechał do Prypeci, żeby wejść do budynków i koniec. Ustanowieni przez dyrekcje przewodnicy zarabiają stosunkowo nieźle jak na warunki ukraińskie. Dbają więc o to, żeby tej pracy nie stracić. Z jednej strony starają się podporządkować dyrekcji, a z drugiej zaspokoić potrzeby uczestników. Grupy zachodnie są mile widziane, bo ich uczestnicy są zdyscyplinowani i chodzą za rączkę z przewodnikami. Nie chwaląc się, pokazywałem wielu młodym przewodnikom takie miejsca, o których nie mieli pojęcia. Już nie pracują w strefie i dalej nie zobaczyli wielu miejsc zarówno w strefie jak i Prypeci. Polskie grupy są w trudnej sytuacji. Wszyscy wiedzą, że my nie przestrzegamy ich zasad. Zachowujemy pozory, a każdy ma swój cel w strefie i Prypeci zwłaszcza. Ze strefazero.org przyjeżdżają ludzie doskonale przygotowani technicznie (radio, mapa, sprzęt) i merytorycznie (wiedza na temat strefy, awarii, promieniowania) do wyprawy. Każdy wie doskonale, po co tu przyjechał. Nawet będąc pierwszy raz w strefie, znajduje się doskonale, bo do takiego wyjazdu przygotowywał się wiele dni, tygodni czy miesięcy. Dla nas Polaków, to nie jest zabawa czy wycieczka turystyczna. Przyjeżdżamy tu, żeby uwiecznić to miejsce. Uczestnicy wypraw kręcą filmy, robią zdjęcia. Nie spotkałem nikogo bez aparatu. Wszyscy mają plany na każdy dzień. Przewodnicy czasami przeszkadzają, ale zawsze znajdzie się na to rada. Podczas tego wyjazdu Siergiej, nasz przewodnik wykazał się wspaniałym podejściem do naszych potrzeb. Mam nadzieję, że wszyscy osiągnęli to, co zamierzali. Ja tak.





















Przez Wesołe Miasteczko, obok kawiarni "Olimpia" dotarliśmy na plac, na którym oczekiwał autokar. Plac znajduje się u zbiegu ulic Sportowej, Łazariewa, Hydroprojektowanej i Obrońców Stalingradu.


Przejeżdżając ulicą Łazariewa, udało mi się sfotografować przez szybę autokaru budynek poczty.




Oto nasza grupa - Strefazero.org - Czarnobyl 21-26 kwietnia 2015. Poniżej widok na płomień.





Wyjechaliśmy ze strefy wcześniej. Przed nami wieczór pożegnalny w Chacie Guta.






Ostatni rzut oka na Sławutycz. Szybkie przygotowania do wieczoru. Jedziemy do Chaty Guta autokarem, który czeka pod restauracją "Stary Tallin", Bania zamówiona. Czego więcej trzeba?


Było, było i się skończyło.

Następnego dnia poszliśmy na krótki spacer po Sławutyczu.














Siergiej Akulinin zorganizował X Międzynarodowe Ekologiczne Forum Młodzieży. Marek Rabiński wraz z Waldemarem Siwińskim również zostali na tym Forum, na którym mieli wykłady. Potem uczestniczyli w Obchodach 29 Rocznicy Awarii w Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej. 







My pożegnaliśmy gościnny Sławutycz i pojechaliśmy do Kijowa. Tam zakwaterowaliśmy się w Hotelu "Ruś"


Wieczorem  zjedliśmy metrową pizzę w restauracji "Mafia". Zmęczeni wróciliśmy do hotelu. Następnego dnia, czyli w niedzielę, przygotowaliśmy się do wyjazdu, po śniadaniu bagaże zanieśliśmy do busa i parę godzin spędziliśmy w Parku Botanicznym przy ulicy Tarasa Szewczenki. O godzinie 18 wyruszyliśmy w kierunku granicy z Polską. Tym razem  na granicy nie było większych niespodzianek. Do Warszawy przyjechaliśmy przed siódmą rano. Zdążyłem na połączenie autobusowo-pociągowe do Białegostoku o 7:30. W domu byłem już przed jedenastą. I koniec jedenastej wyprawy.