Translate

środa, 10 października 2018

Wyprawa czternasta do Czarnobyla - wrzesień 2017 - Dzień III


Trzeci dzień wyprawy w zonie  rozpoczęliśmy od dźwigów portowych. Opisałem już wiele razy to miejsce. Tym razem pokazuję kilka zbliżeń tych konstrukcji.















W tym roku też udało się zobaczyć działo samobieżne ISU - 152.




Niestety, nie wchodzę już na konstrukcje, rzadko na dach wieżowców Prypeci bo jest to już dla mnie za męczące. Tym razem zdecydowałem się na wejście. Oczywiście na dach Fujiyamy bis.




Z przykrością pokazuję zdjęcia zwłok psa, które sobie spokojnie leżały przez wiele lat przy wyjściu na dach w bloku Fujiyama bis. Przyszedł idiota i sprofanował zwłoki. Cóż tu więcej powiedzieć?










Zejście jest zdecydowanie łatwiejsze niż wchodzenie na 16 piętro, a potem na dach. Tuż przy Fujiyamie bis znajduje się stela Prypeć. Druga, mniej znana.



- Tam byliśmy!



Moja bardzo skrócona opowieść o Prypeci wynika tylko z faktu, że każdy zainteresowany zna te wszystkie miejsca doskonale. Nie chcę przynudzać. 






Basen "Lazurowy" to basen główny  i drugi mniejszy, znajdują się tuż przy szkole nr 3.





W szkole nic się nie zmieniło. Przybyło nowych aranżacji. Kogoś to bawi. Mnie nie.





Jak widać, tego dnia mieliśmy trochę odległych punktów zwiedzania, aby w końcu zajść do fabryki "Jupiter".



Tak wygląda wejście do schronu przeciwatomowego, który odwiedzany jest licznie przez różnych uczestników wypraw. Widać to po pozostawionych strojach ochronnych.










Główna hala "Jupitera".





Nowi kierowcy autobusu. W trzecim dniu wyprawy zwiedzanie Prypeci nie było zbyt długie. Zwłaszcza że tego dnia wyjeżdżaliśmy wcześniej ze strefy. Przed obiadem odwiedziliśmy jeszcze ośrodek wypoczynkowy "Szmaragdowy"










Obiad w zakładowej stołówce. Nie wiem, czemu w Wikimapii ktoś ten obiekt nazwał - kafejka.



Psy Czarnobylskiej strefy są wiecznie głodne.Wszyscy je dokarmiają.

Ta wyprawa oprócz starych miejsc zawierała kilka nowych, których do tej pory nie widziałem. Oto schron przeciwatomowy pod elektrownią w Czarnobylu. Z tego miejsca zarządzano podczas awarii 1986. Tak powiedział nasz przewodnik Anton Povar.





















Zwiedzanie elektrowni to niezapomniane przeżycie. Oto słynny "złoty korytarz".














Tym razem oprócz sterowni bloku I pokazano nam też inne centra zarządzania.  Powyżej - centrum monitorowania bloku IV.
 



















Po opuszczeniu elektrowni, w centrum turystycznym, wysłuchaliśmy prezentacji o awarii, likwidacji jej skutków i budowie nowej Arkady.




Do Sławutycza tego dnia wróciliśmy wcześniej niż w dni poprzednie. Tego dnia w "Chacie Guta" zaplanowana była pożegnalna kolacja zwana - dekontaminacją. Było, jak zwykle, wszystkiego w bród. Komu zabrakło, mógł dokupić. 










Kolacja kolacją, ale bania być musi. I była. Doskonała dekontaminacja.

Pożegnalna kolacja, tak jak wszystko w życiu, ma swój początek i koniec. Po kolacji pojechaliśmy taksówką na kwaterę. Szybkie spanie, pakowanie i wyjazd do Kijowa. Tym razem, ze względu na dwie grupy na jednym wyjeździe, nasza grupa została zawieziona do Kijowa marszrutką. Było ciekawie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz