Translate

sobota, 2 listopada 2013

Wyprawa ósma do Czarnobyla - Październik 2013

Ósma wyprawa do Czarnobyla ze strefazero.org była niespodzianką. Planowałem na październik wyjazd z Ukraińską firmą Chernobyl-tour.com. Udało się jednak połączyć go z wcześniejszym wyjazdem ze strefazero.org.
Zbiórka, jak zwykle, była przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że godzinę przed odjazdem jeszcze nikogo nie było. Ale już po chwili zebrała się spora grupa. Czekaliśmy na autokar. Z niektórymi znaliśmy się już z wcześniejszych wyjazdów. Z chwilą kiedy autokar rusza zaczyna się prawdziwa przygoda. Dojazd do granicy trwa krótko. zwłaszcza kiedy cały czas rozmawiamy o tym co było i co tym razem może nas czekać. Granica stresuje bo odprawa trwa trochę, a kierowcy muszą zdążyć w odpowiednim czasie do Sławutycza


W Sławutyczu zamieszkaliśmy w Kwartale Moskiewskim, właśnie w tym bloku. Jest to tzw. szpilka, czyli blok jedno klatkowy. Mieszkanie trzypokojowe, zadbane.



 Właścicielka jest dumna z obrazu jaki namalowała jej wnuczka.



Kolejną ciekawostką jest łazienka. Właścicielka mieszkania, niezwykle sympatyczna, uwielbia delfiny. 



Jak już wcześniej pisałem Sławutycz to małe miasteczko wybudowane w latach 1986-1989 dla ewakuowanych mieszkańców Prypeci. Obecnie, codziennie rano, kolejką dojeżdża do pracy około trzech tysięcy pracowników elektrowni. Na drugi dzień rano po śniadaniu w Restauracji "Sławutycz" poszliśmy na stację i o godzinie 7:40 pojechaliśmy "elektriczką" do Elektrowni Atomowej w Czarnobylu. Pociąg zatrzymuje się na stacji Semihody.
W pociągu staramy się zawsze zajmować miejsca w różnych wagonach. Przyzwyczajenia pracowników elektrowni nie zmieniają się. Zajmują sobie miejsca za pomocą różnych przedmiotów - kluczy, zapalniczek, teczek etc. Jadąc do elektrowni obserwujemy z zaciekawieniem zachowania ludzi i krajobraz za oknem. Niektórzy ludzie zasypiają, niektórzy słuchają muzyki. Wszyscy starają się ubierać elegancko. Niektóre panie siadają na wyjętych z siatek specjalnych podkładkach. Krajobraz za oknem przesuwa się odsłaniając bagna, drogi i przepiękną zieleń drzew i krzewów. Jesienią drzewa i krzewy zmieniły szaty i są bardzo kolorowe. Widok jest niesamowity. Podróż trwa około 4o minut i dla pracowników zaczyna się dzień pracy, jaka by ona nie była, a nam zaczyna sie pierwszy dzień w strefie.


Tuż przy wyjściu ze stacji Semihody znajdują się urządzenia dozymetryczne służące do kontroli napromieniowania pracowników wchodzących do budynku. Następne, 20 razy dokładniejsze stoją tuż przy wyjściu na perony. Siergiej Akulinin, nasz licencjonowany przewodnik po strefie przeprowadza, jak zwykle, krótki instruktaż, a na zewnątrz czeka już na nas autokar. Tym razem zupełna nowość. Jest to autobus  Solaris, typowo miejski, nowoczesny.
Pierwszym punktem programu jest Plac Widokowy przed sarkofagiem bloku 4.


Od razu uwagę przyciąga Arka. Osiągnęła już pełną wysokość. Jest to dopiero połowa. Teraz zostanie przesunięta w stronę sarkofagu w miejsce oczekiwania. Po wybudowaniu drugiej połowy zostanie przesunięta  do drugiej połowy, połączona i już kompletna całość zostanie nasunięta na sarkofag. 




Na tym zdjęciu widać powstającą z przodu sarkofagu ścianę betonową, która będzie zamykała Arkę. Ogrom tej konstrukcji można zobaczyć dopiero z daleka. Pokażę to na zdjęciach z dachu jednego z budynków.
Widok sarkofagu, jaki pozostanie niedługo już tylko w pamięci, jest zawsze niezwykle ekscytujący. Oto 27 lat temu został zbudowany w przeciągu 6 miesięcy . Budowniczowie wykazali niezwykła odwagę i zaangażowanie, czego brakuje w Fukushimie. Sarkofag budowano z myślą, że ma wytrzymać przez dwadzieścia pięć lat. W tamtym momencie taki termin był bardzo dobry. Liczono, zapewne na to, że w przeciągu tych 25 lat uda się zrobić coś lepszego. Udało się ale kosztem nas wszystkich. Oto mamy ambiwalentne odczucia. Z jednej strony bohaterstwo i poświęcenie ludzi naprawiających skutki awarii, a z drugiej strony awaria była wynikiem działania również ludzi. Dzisiaj likwidatorzy skutków awarii borykają się z trudnościami dnia codziennego. Państwo otacza ich opieką i pomocą ale czasami skorzystanie z takiej opieki jest niemożliwe. Jak to wygląda? Na przykład Państwo oferuje darmowe leki. Należy zapisać się w kolejkę do lekarza, ten wydaje stosowne zaświadczenie. Po odbiór leków należy zapisać się w wyznaczonej aptece. tam też jest kolejka. Po przyjściu w danym terminie, nierzadko słyszy się, że owszem leki były ale już nie ma bo sie skończyły. - Idź bracie do lekarza zapisz się i przyjdź z nowym zaświadczeniem. Tak to mniej więcej wygląda. Mój znajomy z FB Ilia -Susłow, który był inżynierem na budowie widocznej na powyższym zdjęciu ściany - zwanej kaskadą, a on sam nazywany był kaskaderem, ma 110 Euro miesięcznie renty, czy pomocy od państwa za swój wkład w likwidację skutków awarii. 

Kolejnym punktem programu była Prypeć. Dojazd autobusem zajął kilkanaście minut. Wysiedliśmy jak zwykle na Placu tuż przy Jubilejnym Domie Byta . Podzieliliśmy się na dwie grupy. Nasi przewodnicy, którzy wyruszyli z nami do Prypeci jakoś nie znaleźli się w żadnej z grup. Ot, zwykły przypadek, cha, cha, cha. Czekali na nas przy autobusie. W tym dniu zrezygnowaliśmy z obiadu i mieliśmy przynajmniej sześć godzin w Prypeci. Pogoda nie była najlepsza, było pochmurno ale mieliśmy pełna swobodę i to było najważniejsze.


Przeszliśmy tuż koło wejścia na stadion. Następnie przeszliśmy obok bloku przy ulicy Hydroprojektowej 1 w kierunku przedszkola "Czeburaszka".




Sprawdziłem, młot ukryty przez złomiarzy za słupkiem bramy stoi. Stoi tak już od marca 2011 roku. Przedszkole "Czeburaszka" robi wrażenie, jak każde przedszkole w Prypeci. Jeśli ktoś nie wie co znaczy "Czeburaszka" wystarczy wpisać to słowo w przeglądarce internetowej, a wszystko się wyjaśni. W przedszkolu jest taka maskotka ale do tej pory nie udało mi się jej odnaleźć.
Przedszkole, jak już mówiłem, robi ogromne wrażenie. Zabawki, porzucone buciki i ubrania wywołują uczucie żalu i przygnębienia.



Zniszczenia budynków pogłębiają się z każdym rokiem. Powstaje pytanie ile jeszcze lat zostało do tego, aby wszystkie te budynki zawaliły się?










Dla mnie Prypeć jest Pomnikiem, nie znoszę jak ktoś ingeruje w to co możemy oglądać. Nie lubię graffiti na budynkach, przestawiania zegarów i wszelkich zachowań niegodnych. W przedszkolu też znajdujemy takie przykłady bo oto w sali gimnastycznej ustawiono krzesełka i posadzona na nich lalki. Po co? Czemu i Komu ma to służyć?


Opuszczamy Przedszkole "Czeburaszka" i kierujemy się w stronę szkoły Nr. 5.





Szkoła, tak jak i przedszkole, budzi uczucia żalu i współczucia. Zawsze patrzymy przez pryzmat swoich doświadczeń i swojego spojrzenia na otaczający nas świat. Oto, nagle, skończył się świat uczniów tej szkoły. 




Do tej pory nie zaglądałem do tej szkoły.Przechodziłem co prawda niedaleko Aleją Budowlanych ale nie było czasu żeby tu zajrzeć. Jak widać szkoła robi przerażające wrażenie ze względu na ogromne spustoszenia poczynione przez złomiarzy. Jeszcze gorsze wrażenie robi na mnie szkoła Nr. 4.  Byłem tam raz, na wiosnę 2011 roku i chyba już nigdy nie zajrzę.







Udało nam się zobaczyć dwie klasy, których zniszczenia były minimalne. Ławki stały na swoich miejscach i pomimo zniszczeń nie budziły negatywnych uczuć.



Zastanawiała nas  konstrukcja o dziwnej symbolice. Doszliśmy do przekonania, że to po prostu taka maniera pokazania, że w tym budynku zajmują się literami i cyframi. Czyli, że jest to po prostu szkoła. Czy tak było to do końca nie wiadomo.


 Pokazuję te zniszczenia ku przestrodze. Kiedy nagle sytuacja staje się ekstremalna i nasze zachowania staję się nieprzewidywalne, a właściwie przewidywalne. Przewidywania są jak najgorsze, znikają w nas ludzkie odruchy, bo czymże kierują się złomiarze? Tylko i wyłącznie pieniędzmi. Nic nie jest ważne tylko ile uda się stąd wyrwać.







Szkoła Nr. 5 posiadała niewielką szklarnię i co najciekawsze strzelnicę. Chcieliśmy zobaczyć i jedno, i drugie.


Ten niepozorny, ukryty wśród  krzaków budynek to właśnie strzelnica.


Na strzelnicy możemy znaleźć również maski przeciwgazowe, które zachowały się w całkiem niezłym stanie.


To zdjęcie rozjaśniłem celowo żeby pokazać wielkość tego budynku. Flesz nie oświetlał takiej odległości.


Na przedniej ścianie znaleźliśmy trochę tarcz i kulochwyty.





Strzelnica zajęła nam trochę czasu. Ponieważ byliśmy na północy, a więc mieliśmy kilka ciekawych obiektów do zwiedzenia. Zaczęliśmy od Domu Pioniera. W Wikimapii ktoś nazwał go Domem Harcerstwa. W ZSRR nie było harcerstwa. Byli Pionierzy.



Nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeśli ktoś zadaje sobie trud żeby ściąć takie drzewo to zapewne dlatego, że przeszkadzało w dojeździe  ciężkiego sprzętu. Tuż za budynkiem stoi na torowisku dźwig. Łakomy kąsek.
Sam budynek jest porzuconym placem budowy. Awaria zakończyła tę inwestycję.





W lipcu, na ulicy Lesi Ukrainki widzieliśmy niedojrzałe jeszcze jabłka. Dzisiaj  opadają z drzew. I tak co roku. Nikt nie je tych jabłek.



Tuż obok Domu Pionierów są szklarnie. Idziemy w ich kierunku ale drogę zagradza nam dziwna baza sprzętu i porzuconych barakowozów.


I oto nagle niebo przejaśniło się i wyszło słońce. Przedzieramy się przez zarośla w kierunku szklarni.





Szklarnie zawaliły się, kawałki szkła zapewne opadły i leżą na podłożu. Liście z drzew zasypały je. Szklarnie przedstawiają sobą obraz nędzy i rozpaczy.





Las, zarośla wchłaniają je totalnie. Niebawem już nic z nich nie zostanie.



Tuż obok szklarni, w budynku przedszkola znajduje się laboratorium.  Badano w nim przeróżne materiały pobierane z różnych miejsc strefy. Znalezienie dużej ilości próbek było dość trudne. Wszystkie przedszkola maja podobne rozmieszczenie sal. Skomplikowane i łatwo zabłądzić.










Oto olbrzymia ilość próbek najprawdopodobniej gleby. W laboratorium tym, które zorganizowano już po awarii, znaleźliśmy jak widać olbrzymie ilości próbek przeróżnych materiałów.




Szafki znakowano kartkami wskazując, w którym roku badano próbki. Jak widać na tym zdjęciu jeszcze dziesięć lat po awarii w Prypeci pracowało laboratorium. 







 

Mniej więcej w tym miejscu uzyskaliśmy łączność radiową z kolegami i zostaliśmy zaproszeni na dach Fujijamy bis. Spędziliśmy tam kilka minut fotografując panoramę Prypeci. Po drodze na dach Fujijamy bis odwiedzamy zwłoki psa. Każdy ma swoją teorię na temat skąd i dlaczego ten pies znalazł się w tym miejscu.


Wielkość Arki można dopiero ocenić stojąc na dachu "szesnastki".  Jest to podobno największa na świecie budowla. Trudno mi to ocenić, czy rzeczywiście największa, ale przyjmijmy, że tak jest. Jednakowoż robi ogromne wrażenie.


A to Zakłady "Jupiter" skrywające się wśród zieleni.


A oto fascynująca konstrukcja. Radar Duga, czyli Czarnobyl 2, przez niektórych zwany "Oko Moskwy"


Dźwigi portowe są dość daleko od Prypeci i można podziwiać je jedynie z daleka.


A na tym zdjęciu, w samym jego środku ukrywa się Hotel "Polesie"


Udało się sfotografować większy kawałek Prypeci, a na zdjęciu poniżej,  widać Fujijamę.



Oto dawny punkt kontrolny GAI, a poniżej mało znany symbol Prypeci.



Oto przepiękna kraina, czy ktokolwiek powiedziałby, że to zamknięta, dziesięciokilometrowa strefa?





Pokazywałem, w lipcowej wyprawie,  jabłonie przy ulicy Lesi Ukrainki obsypane owocami. Właśnie dojrzały.



Najbardziej lubię Prypeć jesienią. Drzewa i krzewy przybierają wspaniałe kolory, a za kilka tygodni liście opadną i ukażą się budynki.


Śpieszyliśmy się do autobusu, a więc najkrótszą drogą - ulicą Sportową dotarliśmy na placyk przy "Jubilejnym Domie Byta" czyli po naszemu Dom Usług - "Jubileuszowy".


Tego dnia można było jeszcze pojechać do stacji Janów.  Kilka minut, trochę zdjęć i szybko na kolejkę. Powrót do Sławutycza.





Powrót do Sławutycza kolejką to już rutyna. Potem droga do mieszkania, przygotowania do kolacji.  Kolacja, jak zawsze, w Restauracji  "Sławutycz" . Potem czas wolny. Dobrze jest pójść wcześniej spać bo pobudka o 5:00 czasu Ukraińskiego czyli o 4:00 naszego. Dlaczego tak wcześnie? No cóż dobrze jest wziąć prysznic, ogolić się i zjeść śniadanie. I tak się stało dnia następnego. A po śniadaniu droga na stację. Kolejka o 7:40 wiezie nas prosto do Elektrowni. Właśnie tego dnia mamy święto! Od kilku lat nie wpuszczano nikogo do Elektrowni, a zwłaszcza do sterowni. Zatrzymujemy się jednak najpierw przy Sarkofagu bloku 4.





A oto nasza grupa. Brakuje tylko jednego, tego, który robi zdjęcie.

Tuż przy sarkofagu mieści się Pawilon Informacji Turystycznej. Opisywałem go już wcześniej. Pawilon służy do prezentacji modelu sarkofagu jak również prezentacji multimedialnych dotyczących budowy Arki. Tym razem Pani Julia pokazała nam również filmik pokazujący co znaleziono w ziemi przygotowując olbrzymi plac pod budowę Arki. Były to samochody, elementy metalowe, gruz, zwały betonu. Wszystko trzeba było usunąć w celu stworzenia placu do budowy Arki.



Od kilku lat Na YouTube można znaleźć filmik  - animację budowy Arki. Taki właśnie filmik prezentuje Pani Julia omawiając awarię i likwidację jej skutków.


W Pawilonie prezentowane są wyczerpujące informacje, o tym jak powstaje największa na świecie konstrukcja.




Flagi rozwieszone dookoła sali widokowej pokazują jakie państwa biorą udział w realizacji projektu.

Po zwiedzeniu pawilonu i obejrzeniu prezentacji jedziemy do budynku Dyrekcji ЧАЕС. Byłem już wcześniej w tym budynku. Zwiedzanie elektrowni wymaga jednak podzielenia naszej grupy. Podziału dokonał Siergiej Akulinin rozdając w autobusie ochraniacze na nogi. Ci co dostali ochraniacze stanowili grupę, która jako pierwsza miała wejść do elektrowni. Pozostali mieli wysłuchać wykładu na temat awarii. Oczekując na zezwolenie na wejście robiliśmy zdjęcia. Model elektrowni pokazywałem już wcześniej.



I w końcu nadszedł długo oczekiwany moment. Mogliśmy wejść. Przyszedł nasz przewodnik i zaprowadził nas do pomieszczenia, w którym przydzielono nam strój ochronny w postaci fartucha i czapki. Wszystko w kolorze białym. Do tej pory nie wiem dlaczego stroje ochronne w radzieckich elektrowniach atomowych są w kolorze białym? 







 I tak oto zabezpieczony strojem ochronnym ruszyłem na zwiedzanie elektrowni. 



 Droga prowadzi poprzez "złoty korytarz", który nazwę swą wziął od aluminium stanowiącego pokrycie ścian.




Minęliśmy sterownię bloku 1 i udaliśmy się do sterowni bloku 2. Przewodnik określił zasady przechodzenia korytarzem. Nie wolno nam było wchodzić do pomieszczeń, zbaczać z drogi. Mieliśmy dojść do sterowni bloku 2. I tak się stało.

Sterownia wywarła na nas ogromne wrażenie. Pomieszczenie zapełnione wskaźnikami, przełącznikami. Dwóch pracowników siedziało przy pulpitach. Posiadali stamtąd widok na wszystkie wskaźniki.

 






Drobna sprawa, ale wszystkie przełączniki były zaplombowane. Na niektórych umieszczono napisy - "wyprowadzono z eksploatacji" czyli my byśmy powiedzieli "wycofano z eksploatacji".







Kilka zdjęć ze sterowni, a pamiątka na całe życie. Oto dołączyliśmy do elitarnej grupy ludzi, którzy byli w sterowni elektrowni atomowej. Może to drobna sprawa ale miałem i mam ogromną satysfakcję. Bo oto stało się to co do tej pory było niemożliwe.



To historyczne zdjęcie! Próbuje wcisnąć przycisk AZ-5, ale niestety nie zadziałał. W czasie awarii tez nie zadziałał.


Nie chciało się wychodzić. Niestety nasi koledzy czekali na swoją kolej. Mieliśmy tego dnia jeszcze jedną niespodziankę. Bo oto przewodnik poinformował nas, że pójdziemy aż pod sam blok 3 elektrowni! Co to znaczy pod blok3? To znaczy, że o rzut kamieniem znajduje się blok 4 przykryty sarkofagiem! Droga złotym korytarzem trwała chwilkę. Po drodze minęliśmy specjalny dźwig do rozebrania komina wentylacyjnego. Kiedy piszę te słowa komin jest właśnie rozbierany. Szkoda, że tego nie widzę na własne oczy. Trudno mi się jednak pogodzić z faktem, że widok bloku 4 będzie nie taki jak do tej pory.






Tuż przed pompami bloku 3 znajduje się tablica upamiętniająca starszego operatora pomp Chodimczuka Walerija Ilicza., którego ciała nigdy nie odnaleziono.



Patrząc na te korytarze mamy mieszane uczucia. Czy to jest elektrownia atomowa?



I oto blok 3 - pompy! 















Byliśmy naprawdę bardzo blisko sarkofagu. To niezapomniane wrażenie, brak mi słów żeby opisać co czułem w tym momencie. I nagle skończyło się, trzeba wracać.




Oto widoczne budynki reaktorów blok 2 i za nim 1.


 Na zdjęciu poniżej widać różnicę poziomów drzwi i powierzchni ziemi. Otóż przed awarią drzwi były na równi z powierzchnią ziemi. Po awarii przykryto skażenie taką, mniej więcej 1,5 m, warstwą piasku, żwiru




Wyjście z elektrowni poprzez dobrze znaną bramkę dozymetryczną. Teraz nasza grupa oczekiwała na kolegów wysłuchując opowieści Siergieja Akulinina.



Oczekiwanie na kolegów umilaliśmy sobie robiąc zdjęcia na mównicy.  Wszystko co się zaczęło musi się skończyć. I tak stało się. Wróciliśmy do Sławutycza wcześniejszą kolejką i przygotowaliśmy się do uroczystej kolacji w Chacie Guta.
Kolacja, zwana też "dekontaminacją" ma na celu podsumowanie naszego wyjazdu. Toastom nie ma końca. Jedzenie ukraińskie smakuje. W granicach 22 Sasza przygotowuje banię. I to jest punkt kulminacyjny programu. Właśnie bania! Kto nie był niech żałuje! Ale bania jest wspaniałą rozrywka po wspaniałej kolacji.


 Nazajutrz, zmęczeni ale szczęśliwi, pełni wrażeń jemy po raz ostatni śniadanie w Restauracji "Sławutycz". Potem upamiętniamy śmierć pracowników elektrowni składając wieniec. Tak się złożyło, że tym razem spotkały się trzy wieńce z trzech kolejnych wypraw strefazero.org.
Pożegnaliśmy Sławutycz. Kolejnym punktem naszej wyprawy był Kijów.
Po drodze do Kijowa zajechaliśmy, tak jak poprzednio, na strzelnicę "Sapsan".







W Kijowie, tym razem mieliśmy zamieszkać w Hotelu "Bakkara" i tak się stało. Hotel robi wrażenie. 













W szafie jest nawet sejf do przechowania tego co tam kto ma wartościowego.


 Po zakwaterowaniu pojechaliśmy metrem na Kreszczatik żeby coś zjeść.






 Skończył się dzień. Wróciliśmy z Markiem do Hotelu i nazajutrz rano pożegnawszy się z kolegami pojechaliśmy taksówką na ulicę Saksagońskiego 30A, gdzie w hostelu Why Not Kiev? mieliśmy zarezerwowany pokój. Skończyła się nasza pierwsza wyprawa, czyli moja ósma, a niebawem bo za cztery dni miała się rozpocząć dziewiąta.







O pobycie w Kijowie w przerwie między wyprawami opowiem niebawem.

















16 komentarzy:

  1. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Tyle wypraw do miejsca, które mam nadzieję, że uda mi się zobaczyć w ciągu kilku najbliższych lat. Oglądając już zdjęcia, budzą się we mnie niezwykłe emocje i nawet nie wyobrażam sobie jak zareagowałabym, gdybym była tam na Pana miejscu; jednocześnie zachwyt, że można coś takiego zobaczyć, a z drugiej strony podziw dla ludzi, którzy pracowali tam tuż po wybuchu. Coś pięknego. Podziwiam Pana zapał do takich wyjazdów i chyba gdzieś wewnętrznie tego zazdroszczę. Życzę udanych kolejnych wyjazdów i poznawania tego miejsca cały czas od nowa. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za miłe słowa. Zona jest przepiękna. Właśnie zacząłem opisywać kolejną wyprawę, którą odbyłem tuż po tej z czterodniową przerwą w Kijowie, o której też opowiem. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam Andrzeju. Jak zwykle fantastycznie opisane i rownie swietnie pokazane. Podziwiam Twoja pasje. Tak sobie dzisiaj ogladalem te zdjecia i rzucilo mi sie na oczy, ze wiele z nich wygladaloby swietnie w HDR. Jesli znajdziesz troche czasu na eksperymenty to polecam. Na grupie w google wrzuce link do programiku, ktory bardzo w tej zabawie bedzie pomocny. Jeszcze raz podkreslam swoj podziw dla Twojej pasji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki serdeczne za miłe słowa. Znam ten program, już się nim trochę bawiłem. Spróbuję. Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  4. Sometimes pictures can say more than 1000 words. Gosh what a journey I have been on now!!
    It is 07.03 and I am ready for a new week.
    Strong documentary. Thanks for sharing. We will not forget it.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thanks a lot for a nice words. Best Regards!

      Usuń
  5. Gratuluję ciekawych fotoreportaży! Bardzo lubię "urbexowe klimaty" i planuję wybrać się do Zony. Jako bardzo doświadczonego w tej kwestii (Stalkera chciałoby się rzec ;-) ), prosiłbym o radę. A mianowicie, lepiej samemu czy w grupie zorganizowanej? A jeżeli wyjazd zorganizowany to z kim? Śledzę Strefę Zero ale trafiłem na wielu innych organizatorów (również kilku ukraińskich) i ciężko mi zdecydować.

    PS Co do białych kitli ochronnych przypomniała mi się informacja dotycząca skażenia ze starego podręcznika do PO (a może to była stara ulotka?), mówiąca że w razie silnego skażenia należy nakryć się białym prześcieradłem i czołgać w stronę najbliższego cmentarza, żeby służby porządkowe miały mniej pracy :D A dlaczego białe prześcieradło? Bo biały kolor najlepiej odbija promieniowanie... Taka dykteryjka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście jest wiele firm oferujących wyjazdy do strefy. Trudno cokolwiek radzić. Ja byłem z takimi firmami jak - Bispol z Krakowa, strefazero.org z Warszawy, chernobylwel.com ze Słowacji i chernobyl-tour.com z Kijowa. Indywidualnych wyjazdów w zasadzie nie spotkałem (Arkadiusz Podniesiński oferuje takie wyjazdy). Każdy wyjazd, w którym brałem udział był zorganizowany.Strefa to administracja, zakazy, nakazy, obostrzenia. Ale warto pojechać. Warto zobaczyć to wszystko na własne oczy. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Witam a czy są jakieś ograniczenia wiekowe co do takiego wyjazdu ?? i ile taki wyjazd może kosztować ?? Naprawdę bardzo ładne fotoreportaże . Naprawdę Panu zazdroszczę bycia w w Elektrowni chociaż na chwilkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strefazero.org wprowadziła ograniczenia wiekowe. Można pojechać z nimi mając ukończone 19 lat (proszę sprawdzić na ich stronie). Te ograniczenia wynikają prawdopodobnie ze strony Ukraińskiej. Koszt wyjazdu 1500,- zł. Do tego trzeba doliczyć trochę na hrywny (400,-zł to 1000 hrywien). Czyli w 2000,- zł można się zmieścić. 1000 hrywien to bardzo dużo. Średnia pensja w Kijowie to 3300 hrywien. Obiad kosztuje około 60 hrywien. Proszę zajrzeć na forum strefazero.org. Tam jest dużo informacji. Ewentualnie proszę poszukać mnie na Facebooku lub Google+. Bardzo dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  7. Witam, kiedy Pan planuję następny wyjazd ? Świetne zdjęcia! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, dzięki za miłe słowa. Na razie nie planuję po ósmej wyprawie miałem od razu dziewiątą, którą teraz opisuję. Dziesiąta zapewne w tym roku ale muszę przyznać, że wydarzenia na Ukrainie nie napawają optymizmem. Chciałbym pojechać jesienią 2014 ale czy się uda? Pozdrowienia.

      Usuń
  8. Super fotorelacja, chciałem kiedyś się wybrać, ale zawsze czegoś brakowało. Wydaje mi się że z kazdą nową eksploracją tego miejsca ubywa i zmienia się stan faktyczny, a to za sprawa wycieczek z biur podróży ukraińskich gdzie bilet kosztuje 800zł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa. Ja jeżdżę ze strefazero.org. To dwóch wspaniałych organizatorów po stronie Polskiej i jeden po Ukraińskiej. Wyprawy dają wiele emocji związanych ze strefą i nie tylko. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  9. Skażenie już tak spadło, że można chodzić po terenie elektrowni w tak bliskim sąsiedztwie sarkofagu? Ja bym się chyba nie odważył, chociaż pasjonuje mnie ten temat już od wielu lat.

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie wróciłem z dziesiątej wyprawy do strefy. Postaram się ją możliwie szybko opisać. W strefie jest życie, w strefie jest różny poziom promieniowania. Przebywanie na placyku widokowym tuż przy sarkofagu jest bezpieczne. Gdyby było inaczej nikt nie wpuściłby do strefy ludzi. Przez 7 dni wyprawy, z czego trzy dni w strefie dawka jaką wchłonąłem to 0,028 mSv. Rocznie dostajemy około 2,5 mSv czyli 89 razy więcej. Tutaj są niezbędne informacje strefazero.org.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń