Translate

sobota, 10 maja 2014

Wyprawa dziewiąta do Czarnobyla - Październik 2013. Dzień Czwarty

Dzień czwarty wyprawy zaczęliśmy wcześnie rano. Już o siódmej czasu Ukraińskiego spotkaliśmy się z przewodniczką przed hotelem i ruszyliśmy na zwiedzanie Czarnobyla. Było jeszcze ciemno, powoli dniało ale czułem obawę czy światło będzie wystarczające. Było.


Już kilkakrotnie pokazywałem Kompleks Pomników - Gwiazda Piołun. Tym razem Anioł śmierci w porannym brzasku. Poniżej ulica Sowiecka, która prowadzi w kierunku stadionu miejskiego. Na stadionie znajduje się pomnik Wojny Krymskiej, również już pokazywałem go kilka razy. Czarnobyl, pomimo burzliwej historii, nie posiada zbyt wiele zabytków. Ślady polskości nie zachowały się. Z okresu świetności chasydyzmu jedynie synagoga przetrwała zamieniona na Военкомат. Pokażę ją trochę później.


Idąc ulicą Sowiecką w kierunku stadionu mijamy po drodze wiele ciekawych miejsc. Oto pomnik umarłych miejscowości. Jak już pisałem, że przypomina instalację w Narodowym Ukraińskim Muzeum "Czarnobyl" w Kijowie, bo i autor ten sam.



Powyżej budynek poczty i łączności. Poczta pracuje. Poniżej budynek, w którym kiedyś mieściła się Dyrekcja Zony. Dyrekcja zony mieściła się w różnych miejscach więc nie jestem pewien czy aktualnie się tam znajduje. 



Pokazywałem już kilkakrotnie pomnik Włodzimierza Ilicza Lenina. Kilkakrotnie udało mi się zrobić zdjęcie pomnikowi Wodza Rewolucji. Ze względu na to, że ulicą Sowiecką z reguły się jedzie, a więc przez szybę autokaru. Tym razem stanąłem oko w oko z Leninem.


Ja i Marek Rabiński nie odmówiliśmy sobie przyjemności uwiecznienia z Wodzem Rewolucji. Musiałem trochę to zdjęcie podrasować.  Na zdjęciach z okresu świetności Elektrowni w Czarnobylu i Czarnobyla można zobaczyć jak wiele osób fotografowało się przy tym pomniku. 
W  pobliżu skrzyżowania ulicy Sowieckiej z Marksa i Proletariacką znaleźliśmy nową kapliczkę.



 Jak głosi tablica jest to kapliczka Świętego Fiodora Uszakowa.









I oto przed nami pojawił się stadion miejski.  A w głębi widoczny pomnik Wojny Krymskiej.



Postanowiliśmy przejść przez stadion, a następnie ulicą Moskiewską w kierunku cerkwi.


















Cerkiew w Czarnobylu jest niezwykła. Jak głosi legenda dookoła było promieniowanie tylko w cerkwi nie. Cerkiew jest na co dzień zamknięta. Nabożeństwa odbywają się w określone niedziele. Tym razem mieliśmy szczęście. Mogliśmy później wejść do cerkwi i zwiedzić ją od środka. Nie wolno było robić zdjęć wewnątrz. Dlatego wykorzystując poranek i to miejsce robiłem zdjęcie za zdjęciem.


Nie wracaliśmy ulicą Moskiewską w kierunku ulicy Sowieckiej ale wróciliśmy ulicą Karla Liebknechta. Na skrzyżowaniu z Sowiecką, na wprost mieliśmy ulicę Lenina. Jedna z główniejszych ulic Czarnobyla. Łączy Sowiecką z Kirowa tuż przy sklepie "Polesie".  Właśnie na ulicy Lenina jest wspomniana już przeze mnie wyżej Synagoga, przerobiona na  Военкомат








Oto wspomniane przez mnie już wcześniej skrzyżowanie ulicy Sowieckiej z Lenina i Karla Liebknechta.






 
Ulica Lenina doprowadza nas do Synagogi. Chodząc ulicami Czarnobyla, czy Prypeci, czy jakiejkolwiek opuszczonej miejscowości strefy, zawsze zadajemy sobie pytanie jak długo jeszcze? Ile lat postoją te budynki? Zapewne niedługo. Czarnobyl, Prypeć znikną z powierzchni ziemi. Przez kilka lat zawaliska przestaną być interesujące i jak znam życie zostaną tak pozostawione. Nikt nie jest zainteresowany ażeby zachować strefę dla potomnych. Czarnobyl jest miastem, które ma olbrzymią wartość historyczną. Dla nas Polaków też. Chociażby dlatego, że w 1920 roku nasza flotylla Pińska stoczyła pod Czarnobylem wygraną bitwę z flotyllą sowiecką. Opisując dzień trzeci wyprawy zapraszałem do przeczytania książki Francesco M. Cataluccio - Czarnobyl. Znajdziemy tam wiele informacji na temat Czarnobyla jako ośrodka chasydyzmu. Synagoga jest. Niszczeje. Wnętrze pokazałem już wcześniej. Teraz z braku czasu zrobiłem tylko kilka zdjęć z zewnątrz.











 

Budził się dzień, musieliśmy zawrócić. Robiliśmy z Markiem dużo zdjęć. Liczyliśmy na to, że wyjdą i tak się stało. Udało mi się znaleźć przepiękny klimat Czarnobyla. Jakże znajoma architektura, gdzieniegdzie zadbane gospodarstwa. Być może ktoś już tam mieszka. Może mylę się w swojej ocenie i za kilka lat kiedy Ukraina otworzy strefę to Czarnobyl stanie się pożądanym miejscem? Może uda się uratować coś z tego miasta? Kto wie? Zwłaszcza teraz!
Wracaliśmy ulicą Sowiecką w stronę hotelu i teraz mogliśmy obserwować w słońcu mijane  poprzednio miejsca.







Po śniadaniu poszliśmy na pocztę wysłać kartki. Dziwne, ale kartka doszła! Pokazałem ją na Facebooku.






Program tego dnia zakładał zwiedzanie chłodni kominowych bloku 5 i 6. Po drodze zatrzymaliśmy się przy sklepie "Polesie". Część uczestników poszła zwiedzać mini zoo zorganizowane przez strażaków w Czarnobylu. Opiekują się oni zwierzętami znalezionymi w strefie, potrzebującymi pomocy. Część została w sklepie uzupełniając zapasy. Zapowiadał się ciężki dzień. Zostałem w sklepie i dlatego zrobiłem tylko kilka zdjęć w mini zoo.





Jadąc do chłodni skręciliśmy w lewo drogą prowadzącą do opuszczonej cementowni. Jesień, moim zdaniem, jest najlepszą porą do zwiedzania strefy. Jesienne słońce pięknie ją maluje. Mam nadzieję, że moje zdjęcia potwierdzają tę tezę.















 



No i wreszcie oczekiwane chłodnie kominowe. Atrakcją tej wyprawy było "Oko Moskwy". Za chwilę miały być również chłodnie kominowe bloku 5 i 6. Były. Dlaczego uważam, że były to atrakcje? Otóż od zawsze słyszeliśmy, że to jest niemożliwe. I nagle stało się możliwe! To jest Ukraina. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie można zwiedzać strefę bez żadnych ograniczeń. Dojście do chłodni jest możliwe po opuszczonych torach kolejowych. Autokar zatrzymał się daleko za mostem, na placyku, a my ruszyliśmy w stronę chłodni.



   






 


    

     
   

Wchodzenie do środka chłodni kominowej jest zabronione. Z góry spadają fragmenty budowli i może to się skończyć tragicznie. Zobaczyłem chłodnie, byłem na zewnątrz w środku. Po spełnieniu tego pragnienia nie czuję satysfakcji. Ot zwykła, niedokończona budowla w strasznym stanie. Ale jednak udało się. Kolejnym punktem było zwiedzenie laboratorium tuż przy chłodniach. Przeszliśmy przez stertę złomu i torami wróciliśmy do autokaru., a następnie drogą w stronę laboratorium.

 




Droga w lewo prowadzi do laboratorium, a drogą wzdłuż torów przyjechaliśmy.






 Droga prowadziła przez lasek.  Po chwili wyszliśmy na plac.




Tuż przy brzegu stał budynek, w którym znajdowały się jakieś instalacje. To laboratorium istniało przed awarią. Badano zapewne wpływ elektrowni atomowej na organizmy żywe..






Tuż obok znajdował się właściwy budynek laboratorium.




Budynek laboratorium nie odbiega od normy. Jest zniszczony, jak wszystkie budynki w strefie.


Zwróciłem uwagę na schody. W wielu budynkach schody są wyłożone wykładzina przypominającą linoleum. Tak jest na basenie, w elektrowni i wielu budynkach w Prypeci. Być może chodziło o łatwe utrzymanie czystości?











W pomieszczeniu na dole znajdujemy pozostałości po gromadzonych próbkach. Podobno było tego bardzo dużo. Jak widać pozostało jedynie kilka słoików.






Znajdowane gazety pokazują datę. To znaczy, że albo w tym czasie została pozostawiona w tym miejscu, albo podrzucona dużo później. W strefie dzieją się dziwne rzeczy. Niektóre fakty są ukrywane, niektóre przeinaczane.Przedmioty pojawiają się, znikają. Ktoś to robi. Tylko po co?

 

 

 
 

Po wyjściu z laboratorium poszliśmy w kierunku półwyspu na jeziorze Czarnobylskim. Po drodze znajdowaliśmy już dawno znalezione ślady obecności zwierząt w strefie.




 

 

Po drodze minęliśmy pomnik żołnierzy Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.



 
Kawałek dalej czerwieni się wśród zielonych zarośli samochód straży pożarnej. Porzucony, zniszczony już nigdy nie będzie potrzebny. Spełnił swoją rolę.



 



Tak, jak samochód straży pożarnej, tak i ta łódź wyciągnięta na brzeg nikomu już nie posłuży.


 



Wejście na półwysep zawiera również jakieś instalacje. Jak spojrzymy całościowo na Czarnobylską Elektrownię Atomową to zobaczymy olbrzymie pieniądze. Wydane i zmarnowane. Potem ogromne pieniądze wydano na likwidację skutków awarii. Ogromne!


 



Jeszcze ślady zwierząt. Kości są stare i zmurszałe.

     







Powrót do autokaru, przejazd do elektrowni i obiad na stołówce pracowniczej.


Jak widać obiad jest niezwykle bogaty i pożywny. Rzeczywiście smakuje wyśmienicie. Zwłaszcza po ciężkim dniu. Proszę zwrócić uwagę co przysługuje pracownikowi elektrowni.

Po obiedzie pojechaliśmy autokarem w ostatnie miejsce tej wyprawy. Była to wioska Opacziczi. W wiosce mieszka 5 samosiełów. My odwiedziliśmy Panią Marię Pietrowną.












 




 


Na zdjęciu Maria Pietrowna pokazuje dyplom jaki dostała od Janukowycza w 85 rocznicę urodzin. Mnie przeraża samotność tych osób. Pusta wioska, pięć kobiet. Ciężko. Tak się przynajmniej wydaje. Nie można uwierzyć, że Ci ludzie są szczęśliwi. Są u siebie, na swoich śmieciach. Do ciężkiego życia są przyzwyczajeni. Dla mnie takie spotkanie jest zawsze bardzo trudne.












Ciężko było zrobić zdjęcie pod światło. Pani Maria jest niezwykle spontaniczna w swych opowiadaniach i z ostrością też nie wychodziło






Pani Maria pochowała już męża i syna. Została jej tylko córka w Kijowie. Do Kijowa nie chce pojechać bo tu jest jej świat i dom. W domu wymieniono okna, jest lodówka, telewizor, telefon komórkowy. Ten telefon uratował życie jednej z pięciu mieszkanek wioski. Pani Maria znalazła sąsiadkę leżącą na moście, zadzwoniła po pogotowie i w ten sposób jej sąsiadka przeżyła.

Jak widać to gospodarstwo okres świetności ma już dawno za sobą. I lepiej już nie będzie.





Nieubłaganie wyprawa dobiegała do końca. Autokar zawiózł nas do Kijowa, po drodze każdy miał możliwość opowiedzenia o sobie i swoich wrażeniach. Podziękowaliśmy organizatorom. To była naprawdę wspaniała wyprawa. Spełniło się tyle marzeń.







Powrót do Polski następnego dnia odbył się bez większych problemów. Samolot miał tylko sześć godzin spóźnienia ale udało nam się dojechać na lotnisko, przesiedzieć w hali odlotów, odprawić się i wrócić do domu. Potem tylko pociąg i już koniec.
Późniejsze wydarzenia na Ukrainie oddaliły możliwość kolejnych wyjazdów. Mam nadzieję, że nie na długo.




1 komentarz:

  1. Od lat jeżdżę z Aliena Tours (http://www.alienatours.pl/) i jestem zachwycony! Profesjonalna organizacja!

    OdpowiedzUsuń